Kurs cukierniczy

Gdy byłam małą dziewczynką to marzyłam o tym by zostać cukiernikiem. Nie chciałam być kucharką, choć gotują bardzo dobrze, przynajmniej tak mówią moi najbliżsi. A dlaczego? W sumie sama nie wiem po prostu do pieczenia czułam większy sentyment, być może ze względu na moja mamę, babkę i prababkę, które również to kochały. Postanowiłam nie tylko spełnić swoje marzenia, dowiedzieć się więcej niż już wiem, ale także móc na tym zarabiać. To cudowne, jeśli zajmujemy się tym, czym uwielbiamy a co najważniejsze jeszcze możemy z tego wyżyć. Nie wszyscy niestety mają taką możliwość, dla innych ich zajęcia poza praca to po prostu hobby. Rezygnują z tego z różnych względów, jedni z powodu łatwiejszego zarobku, drudzy braku umiejętności przy prowadzeniu biznesu a inni bardziej skupiają się na tym, co mają, niż co mogą osiągnąć, jedny6m słowem paraliżuje ich strach. Gdybym nie była aż tak zawzięta i zdeterminowana w swoich celach podejrzewam, że prędzej czy później sama by odpuściła. Ale co to to nie. Motywowali mnie moja rodzina i przyjaciele, bez nich tak naprawdę nie miałabym tego, co udało mi się osiągnąć. Dodatkowo zapisanie się na kur cukierniczy utwierdziło mnie w tym, że to właśnie chcę robić. Mało, co daje mi tyle szczęść jak pieczenie. Kocham tworzyć własne przepisy, pracować przy pięknych dekoracjach wykorzystując swoją wyobraźnie, już nie wspominając o zapachu pieczonego ciasta, żadne perfumy tego nie prześcigną. Ale jednak najważniejsza rzeczą w tym całym przygotowywaniu i pieczeniu jest uśmiech innych ludzi. To właśnie on daje nam radość i satysfakcje, że to, co robimy jest niezmiernie istotne. Nic tak nie dodaje pewności siebie jak fakt dawania szczęścia innym ludziom. Gdybym miała możliwość coś zmienić? Z czegoś zrezygnować by zyskać coś innego? Nigdy bym tego nie zrobiła.